Po prostu droga jest i wciąż idę, a tutaj przykład aktywności. Onegdaj miałem możliwość, w ramach duszpasterskiej pracy Kościoła Zielonoświątkowego, odwiedzać osadzonych w więzieniu i mówić o Bogu. Zdarzyło się kiedyś, że pewien chłopak poprosił o książkę o małżeństwie mówiąc o swoim nieodległym ślubie. Zastrzegł jedynie, że za dwa tygodnie może go nie być w tym zakładzie. Dlatego też postanowiłem, że przepiszę pewien tekst ze znanej mi książki. Faktycznie, za dwa tygodnie go już nie było i zrobił się problem. W dniu odwiedzin opowiedziałem dowódcy zmiany o tych działaniach z prośbą o pomoc: „Gdzież został przewieziony?” Tu zaczyna się anegdota: było dwóch panów o tym samym imieniu, nazwisku i imieniu ojca. Dowódca nagle pyta mnie: „A jakie jest imię jego matki?” Udało się jednak ustalić nowe miejsce pobytu, ja wysłałem list pod wskazany adres i co ważne nie wrócił on do mnie. Odetchnąłem.
Było to prawie 7 lat temu (dzisiaj jest 25 marca 2020 roku), byłem w innym miejscu drogi. Dzisiaj w moim życiu duchowym nie ma takich słów jak „kościół, chrześcijaństwo, pastor”, ale są one w prezentowanym urywku książki i je akceptuję – to nie mój tekst.
